kategorie
standard(32)
powody do radości(26)
emoł(12)
gegen hippies(6)

księga

www.flickr.com
This is a Flickr badge showing public photos and videos from csemege. Make your own badge here.

read.me
facebook
grono
last.fm
devart
spreadshirt

*.txt
hessia
natalia
słaby
hessia je jofu
ewa
joasia

*.jpg
mada
szym

*.nfo
rroarr
kalashnikov
porcys
spiffy content
gulda

*.exe
planescape: torment
no mutants allowed
terra-arcanum
monkey island
civilization III

*.mp3
roto
flymen
the car is on fire
vixo
bajzel
reverox
dick4dick
mitch and mitch

ownlog.com
fotolog.pl

2008
11
10
09
08
07
06
05
04
03
02
01
2007
2006
2005

szablon zajefaken
dzięki all-is-shit
statystyka

Link ::
No więc wróciłam. Lądowanie było przewidywalnie twarde. W zakres lądowania wchodzą:

Łódź miasto światowe w sobotnią noc po Vena Music Festivalu, czyli skok po uszy w swojskie klimaty gównianości (klub z disco-polo przy Piotrkowskiej anyone?) i mdłego zagrożenia (zaloty naspawanych dresików). Większość upojnego wieczoru spędzona na twórczych rozmowach z resetującym się co jakiś czas interlokutorem ("bo wy tu dziewczyny to pewnie na The Klaxons przyjechałyście" "nie, na Primal Scream" - mija godzina - "bo wy tu dziewczyny...") w klicie z automatami do gry o wdzięcznej nazwie Las Vegas przy lurowatej herbatce z automatu Nescafe, Łódź Fabryczna obsiędziona przez indiemłodzież i megaautoerotyczny powrót do Warszawy (Ja: "myślę, że zaśniecie nam nie grozi." Olga: "nieee... pytanie, kto wysiądzie w Koluszkach!"). Niezmiennie twierdzę, że kolejne nabranie się na ten pociąg o 4:50 coś tam z małą literką D jak dupa oznaczającą, że jeździ od poniedziałku do piątku, trochę ssie.

Prawie kłótnia z koleżanką w Pizzy Hut koło Rotundy o to, czy udawanie, że nie widzi się klienta czekającego na wskazanie mu stolika, jest normalne, oraz o to, czy restauracja z daniami za 20 PLN i więcej jest fastfoodem (w którym to fastfoodzie traktowanie klienta jak ścierki jest normalne i naturalne). Odpowiedź na oba pytania brzmi: NIE.

Ciąg dalszy wieczoru o moim złożonym życiu uczuciowym.

Dni Japonii na UW, japonistyczny IPN (wspominanym w ciepłej notce sprzed około roku) i jego najnowsze rewelacje, przy których to człowiek cieszy się, że nie zamówił kawy, bo mógłby się nią zakrztusić tudzież opluć rozmówców. Bonusowo doznawanie na widok dorosłego faceta histeryzującego przez godzinę nad rozciętym papierem palcem i niepotrafiącego obsługiwać krzesła z rozkładanym pulpitem. Oraz hitowa wymiana zdań: "co tam u ...? umył już zęby?" "no nie wiem, nie widujemy się raczej..." "nie szkodzi, ja wiem lepiej: nie umył."

Skasowanie przez kanara kiedyżby indziej, jak podczas niedzielnego polowania na ludzi. Niedziela: dzień, w którym nikt nie odczuwa potrzeby zakupu gazety albo biletów ZTM, w związku z czym zamyka się wszystkie trzy kioski przy Placu Unii. I frajerzy wsiadają do autobusu pospiesznego z naiwną nadzieją na zakup biletu u kierowcy. Który biletu nam wcale sprzedawać nie musi. Kanara pal sześć - gorsze było to, że kolega spisującego mnie kanara trafił na wciskającego mu kit Murzyna i zaczął na niego wrzeszczeć. Przez rok jakoś się odzwyczaiłam od widoku wszelkiego rodzaju funkcjonariuszy wrzeszczących na ludzi. Oraz zdecydowanie przyzwyczaiłam do systemu konduktorskiego.

Brzydka nowa komórka, stare ipody we wszystkich sklepach elektronicznych. Brak moich rozmiarów w sklepach - ze specjalnym naciskiem na staniki. Coś chyba jest nie tak z tym, że w 109 w Shibui jest sklep ze stanikami do H, a w centrum Europy kobiety z uwaga "nietypowymi" biustami, co w praktyce oznacza posiadanie jakiegokolwiek biustu muszą wymieniać się informacjami o sklepach na forach internetowych (lobby biuściastych).

Ładne zachody słońca, lepszy chleb i WMFF. To w ramach amortyzacji. Ogólnie kurs zdecydowanie na Wschód. Tu nie jest fajnie i nie zamierzam puszczać sobie "Bo tutaj jest jak jest" w ramach reedukacji.
Komentuj (1)